sobota, 29 sierpnia 2015

Drabble " Na komisariacie "

Zarzucę wam kolejnym drabbelkiem i idę dalej pisać drugi rozdział " Chociażbym chodził ciemną doliną...", bo kiedyś trzeba. Przy okazji, po prawej stronie pojawiła się ankietka, zachęcam do wyrażenia opinii c:



- Panie Orihara, czy przyznaje się pan do zarzucanych czynów?
- Czy tak ciężko jest wam uwierzyć w moją niewinność? Jestem jedynie biednym obywatelem, który został niesłusznie oskarżony o coś, czego nie zrobił.
- Mamy świadków i nagranie z całego zajścia, nie ma możliwości, byś się wywinął skurczybyku. – Bawią się w złego i dobrego glinę? I tak nic ze mnie nie wyciągną, nie ma mowy, żeby udało im się wsadzić moją osobę za kratki. Poza tym długo już nie popracują, sam się o to postaram.
- Już tylko raz cię zapytam. Dlaczego podpaliłeś Heiwajime Shizuo?
- Bo mu było zimno.

wtorek, 25 sierpnia 2015

Drabble " Kto nie skacze..."

Izaya siedział w środku opuszczonego budynku, czekając na przybycie Celty. Co prawda tak naprawdę nie chodziło o interesy, chciał tylko dostarczyć sobie trochę rozrywki i zobaczyć jej reakcję. Widząc, jak podjeżdża pod drzwi i wchodzi do środka, czym prędzej się schował. Kiedy weszła do pomieszczenia, w którym wcześniej był i podeszła do okna, a może raczej pozostałości po nim, wyskoczył krzycząc „ Kto nie skacze ten z drogówki „ i, no cóż… zrobiła to. Po chwili rozniósł się dźwięk sms-a od Shinry. „ Wiesz gdzie i po co pojechała Celty? „. „ Pewnie tylko po coś skoczyła” odpisał mu Izaya.


Bonus:

Idzie Shizuo ulicą i mówi " myślę, więc jestem "
.
.
.
Po czym znika.

Tsuki x Roppi songfic " Skrajna nienawiść egoistycznej egzystencji "






Już niedługo zapalę świecę, by uczcić naszą pamięć
Odeszliśmy z własnej woli
Nie chcąc żyć tak normalnie-nienormalnie
Nie chce rzucać żalu
Płacz niech będzie rozkoszą
Nigdy nie przypomnę sobie, jakie było to życie


Już niedługo zapalę świecę, by uczcić naszą pamięć. Nasze drogi się rozeszły. Odeszliśmy od siebie z własnej woli, nie chcąc żyć tak normalnie-nienormalnie. Mam świadomość tego, jak krzywdziło cię moje zachowanie. Egoistycznie robiłem z siebie ofiarę, nie zważając na to jak się o mnie bałeś. Nie chce rzucać żalu. Płacz niech będzie od tej chwili jedyną rozkoszą, jaką dane mi będzie zaznać. Nigdy nie przypomnę sobie, jakie było to życie, zanim cię poznałem. Sprawiłeś, że mój byt przestał być tak pusty i bezuczuciowy.


Ludzkość w okowach obowiązku
Niezdolna do wyboru, zdana na łaskę ideałów
Ludzkość ukrzyżowana
A ja byłem wolny, byłem Piotrem
Który trzykrotnie wyparł się Jezusa



Patrzę na ludzkość w okowach obowiązku. Chmara niezdolna do wyboru, zdana na łaskę odgórnie narzuconych ideałów. Ludzkość ukrzyżowana na swoich ograniczeniach. Nie przesadzę, jeśli powiem, że ich wszystkich nienawidzę. Byłeś wyjątkiem, moim kwiatem w polu chwastów. A ja byłem pozornie wolny, będąc jednocześnie przykuty do życia. Wszystko, co miało dla mnie jakiekolwiek znaczenie, wiązało mnie ze sobą, póki to miałem, nie mogłem odejść. Byłem Piotrem, który trzykrotnie wyparł się Jezusa. Odrzuciłem łańcuchy, które mnie tu trzymały.



Nie ufam nikomu, każdy jest samotnikiem
Za życia i po śmierci
Skrajna nienawiść ogarnia mój umysł
W egoistycznej egzystencji
Odchodzę w nicość, obracam się w niebyt


Nie ufam nikomu, kto chodzi po tym świecie. Każdy jest samotnikiem, patrzącym wyłącznie na swoje potrzeby. Za życia nic nie będzie lepsze i mniej przegniłe, a po śmierci? Wątpię by czekało na mnie cokolwiek, nie zasługuje na możliwość dalszego trwania. Skrajna nienawiść ogarnia mój umysł i nie pozwala zwyczajnie funkcjonować. Trwanie w egoistycznej egzystencji napawa mnie wstrętem. Ciągle żyje, ale odchodzę w nicość, obracam się w niebyt. Chcę zanurzyć się już w otchłani i przestać istnieć.


Rozpływam i rozpadam się
Ujrzałem marność wiary
Odchodzę w niematerialną rzeczywistość
Nie chcę o tym myśleć, zostawiłem cierpienia
Nie tak miały boleć, ukryte w sercu marzenia


Rozpływam i rozpadam się w gnuśności mojej rzeczywistości. Kiedyś wierzyłem w dobro w sercach ludzi, ale ujrzałem marność tej wiary. Zepsute stworzenia, potwory, czuję ich wzrok na sobie, szepty przyprawiające o mdłości. Samym swoim istnieniem zaskarbiają sobie moją niechęć. Uciekam od ich widoku, obecności, świadomości przebywania obok. Zrobię wszystko byleby nie musieć już tu wracać. Zatrzaskuje się w łazience i wyciągam scyzoryk, po czym zaczynam nacinać skórę. Coraz głębiej i mocniej. Powoli odchodzę w niematerialną rzeczywistość. Czy będziesz tęsknić? Nie chcę o tym myśleć, zostawiłem wszelkie cierpienia daleko za sobą. Nie waham się, chcę tego. Czuję jednak ukłucie wyrzutów w środku. Nie tak miały boleć, ukryte w sercu marzenia. Jeśli zasługiwałbym na ostatnie życzenie, to chciałbym cię jeszcze zobaczyć.


Złudne obietnice i nadzieje, powtarzane od wieków
Okłamały nasze dzieje
Ja mam dość, odchodzę, spadam w przepaść



Złudne obietnice i nadzieje, niemające najmniejszych szans na spełnienie. Powtarzane niemal od wieków te same słowa, mające przekonać, że jednak jest dobrze. Fałszywe wartości okłamały nasze dzieje. Ja mam dość tego wszystkiego, odchodzę z tego świata, spadam w przepaść. Jeszcze jednak dochodzi do mnie głośne walenie w drzwi i echo kroków. Zamek zostaje wyłamany, a moje ostatnie, choć czy aby na pewno, życzenie zostaje spełnione. Dopadasz do mnie szeptając jakieś słowa, których nie mogę już odróżnić. Czy tym razem uda ci się być słońcem, które przepędzi z mojego wnętrza ciemność?

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Badou x Heine songfic " You look so precious"





It took so long to remember just what happened
I was so young and westal then
You know it hurt me
But I’m breathing so I quess I’m still alive
Even if signs seen to tell me otherwise
I’ve got my hands bound
My head down, my eyes closed
And my throat wide open


To trwało zbyt długo, aby przypomnieć sobie, co tak dokładnie się stało. Byłem tak młody i niewinny, jednak to szybko uległo zmianie. Wiesz, że to mnie rani. Mimo tego nie robisz nic, by ten stan rzeczy się zakończył. Porzucone, zużyte ciało leżące na podłodze, w miejscu, w którym skończyłeś zabawiać się moim kosztem, ale nadal oddycham, więc przypuszczam, że ciągle jestem żywy. Nawet, jeśli znaki pokazują, że jest inaczej.

Siedzę na krześle, mam związane ręce, głowę spuszczoną ze zrezygnowaniem, a oczy zamknięte by nie musieć oglądać twojej twarzy. Chwytasz mój podbródek gwałtowanie pociągając go ku górze. Teraz zarówno oczy jak i gardłoszeroko otwarte. Dławię się twoim członkiem, a moja nienawiść rośnie.


Do unto others what has been done to you


Odpłać się innym za to, co zrobiono tobie. Staje się to moją dewizą, gdy z satysfakcją oglądam twoje ciało, w którym pojawiają się coraz to nowe dziury, spowodowane moimi strzałami. W ustach tli się dogasający papieros. Nienawidziłeś ich zapachu, więc ja będę je uwielbiał. Żegnaj ojcze. Nie brzmi to sympatycznie, nie ma tak brzmieć.


•••


I’m treading water
I need to sleep a while
My lamb and martyce, you look so precious
Won’t you come a bit closer
Close enough so I can smell you
I need you to feel this
I can’t stand to burn too long
Released in this sodomy
For one sweet moment Im whole


Wciąż stoję w miejscu, przyglądając ci się jak urzeczony. Potrzebuję chwili snu, całą noc byłem poza domem; pomimo tego nie przerywam uraczania się twym widokiem. Moja owieczko i męczenniku, wyglądasz tak cudnie, a teraz jesteś już tylko mój. Podejdźże trochę bliżej. Tak, abym mógł cię poczuć. Pożądanie odbiera mi zdolność trzeźwego myślenia. Pragnę cię, potrzebuję twojego dotyku. Czuje jak temperatura mojego ciała wzrasta, nie wytrzymam tak długo płonąc. Łączę się z tobą, by zaspokoić swe pragnienia. Uwolniony w tym zbliżeniu, mój wewnętrzny demon, pragnie oglądania twego bólu. Delektując się twoim cierpieniem, przez jeden słodki moment czuję się spełniony.


Do unto you know what has been done to me


Odegraj się innym jak mnie uczyniono. Czy nie łakniesz zemsty?


You’re breathing so I quess you’re still alive
Even to signs to tell me otherwise
Won’t you come just a bit closer
Close enough so I can smell you
I need you to feel this
I need this to make me whole
There’s released in this sodomy
For I am your witness that
Blood and flesh can be thrusted
And only this one holy medium brings me piece of mind


Oddychasz, więc domyślam się, że żyjesz, pomimo, że wszystko zdaje się temu przeczyć. Widzę, jak zaczynasz się regenerować, za chwilę doznasz tych wszystkich uczuć po raz kolejny. Zatem chodź do mnie tutaj, bliżej, jeszcze bliżej. Pozwól mi się poczuć. Gorejące pragnienie posiadania ciebie jest nienasycone. Chcę, byś to poczuł. Abym przez to, co widzę i przez to, czego doświadczam, poczuł się spełniony. Upust w tym zespoleniu satysfakcjonuje mnie. Jestem twoim świadkiem tego, że krew i ciało godne jest zaufania. Pokazuję ci prawdę, uchylam rąbka tajemnicy brutalności świata. I tylko to jedne święte medium, zdolne jest mi przynieść spokój.


Got you hands bound, you head down
Your eyes closed
You look so precious now


Związano ci ręce, spuszczono głowę. Nie odczuto na tyle empatii, aby pozwolić by zamknięto twe oczy. Wyglądasz teraz tak cudnie, jak nigdy dotąd.


I have found some kind of temporary sanity in this
Shit blond and cum on my hands


Znalazłem coś, niby chwilowy rozsądek, w tym gównie, w którym tkwimy, ale uleciał tak szybko jak się pojawił. Widok twojej krwi i spermy na moich dłoniach wzbudza we mnie zachwyt, pokaż mi więcej siebie.


I’ve come round full circle
My lamb and martyr, this will be over soon
You look so precious


Zapętliłem cykl, teraz twoja kolej, aby wypełnić swoją rolę. Moja owieczko i męczenniku, to się wkrótce skończy. W gargantuicznym gniewie, pozbawionym efemeryczności, wyglądasz tak cudnie