czwartek, 13 sierpnia 2015

Drabble " Radziecka inwersja " 3

Długa, bezkresna i wzbudzająca depresję w nieszczęśnikach, którzy jej doświadczyli. Tak, kolejka do sklepu zdawała się niekończąca, jednak, jako, że nie jest głupotą ludzką, jest nadzieja na przybliżenie się do lady. Gdy Izaya wreszcie przy niej stanął, drzwi otworzyły się z głośnym hukiem, a przez nie z postawą godną samego szefa yakuzy wpadł karton mleka. Wymijając wszystkich znużonych czekaniem ludzi, podszedł do ekspedientki, prosząc o przetransportowanie związanego Shizuo spod lady na zaplecze, skąd odbiorą go jego ludzie. Gdy uregulował opłatę przyszła kolej Izayi.
- Co podać?
- Sznur

W sowieckiej Rosji to nie Shizuo kupuje mleko, to mleko kupuje Shizuo.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Shizaya ( wampir x egzorcysta ) " Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę " rozdział 1

Misie kolorowe, dziś prezentuję wam pierwszy rozdział opowiadania poświęconego wampirkowi i egzorcyście. Mam nadzieję, że wyszło, jako tako, bowiem jeszcze nigdy nie pisałam niczego z dialogami. Btw, nazwałam jedną z postaci Kunegunda xD Myślę, że kiedyś poświecę osobne autorskie opowiadanie Lucasowi, bo pisząc to miałam ochotę zacząć paringować go z Shizu, a jestem pewna, że części osób z moją szanowną siostrą na czele by się to nie spodobało. Dlatego nieszczęśnikowi wymyślę jakiegoś chłoptasia i będą żyć długo i szczęśliwie, albo krótko i nieszczęśliwie, zobaczy się. Pobijam właśnie własny rekord długości wstępu, no to nie przedłużając jeszcze bardziej zapraszam do czytania.
PS. Mam nadzieję, że są na pokładzie fani Kadota x Rocchi, bo chodzi za mną potrzeba napisania z nimi one-shota :D

•••

[perspektywa Shizuo]

Dzwon obwieszczający przybycie na miejsce zbudził mężczyznę, dotychczas drzemiącego w kajucie. Zebrał bagaże i z westchnieniem zrezygnowania udał się w kierunku portu. Tutejsi specjaliści od pijawek nie radzili sobie, więc przełożeni wysłali go do pomocy. Zastanawiał się nad kwestią tego, jak bardzo beznadziejni są, że nie dają sobie rady z raptem jednym osobnikiem. Ze względu na ponad przeciętną siłę, nigdy nie miał problemów z przeciwnikami, toteż jeszcze nie miał okazji przekonać się na własnej skórze, jak źle może skończyć się niedocenianie wroga. Wyciągnął zza pazuchy świstek z adresem, pod który ma się udać i z pomocą miejscowych ludzi jakoś udało mu się trafić do celu. Siedziba okazała się kamienicą usytuowaną na rogu Saint Mark Street w dzielnicy Whitechapel.
- Szczęść Boże, ojciec Heiwajima jak sadzę. Pozwoli ojciec za mną, pokażę drogę do gabinetu ojca Gregory’ ego. Ach i przepraszam za brak manier, wypadałoby się przestawić. Jestem siostra Cunégonde, pracuję przy zbiorach ksiąg. No, ale może lepie wejdźmy już do środka, na moje oko zaraz lunie deszcz. - Młoda kobieta wyrzuciła z siebie słowa z zawrotną prędkością, po czym wciągnęła go do środka, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Chwilę później, gdy stanęli pod drzwiami, kobieta otworzyła je, po czym wepchnęła go do środka. Pomieszczenie było prawie całe wypełnione regalami z dokumentami i książkami, jedynym odstępstwem było stojące przy oknie biurko i znajdująca się przy nim postać.
- Witam serdecznie w naszych szeregach ojcze Heiwajima, mam nadzieję, że będziesz czuć się jak w domu.- Shizuo jeszcze nie do końca rozumiejąc, co się właśnie zdarzyło skierował spojrzenie na rozmówce, którym był na oko sześćdziesięcioletni mężczyzna. Jego uśmiech był przesycony serdecznością, jednak jakiś dziwny cień w oczach sprawiał, co najmniej niepokojące wrażenie.
- Witam. Również żywię taką nadzieję. – Chociaż szczerze powiedziawszy wolałby być teraz w ojczyźnie, niż w całkiem obcym kraju z dosyć dziwnymi ludźmi. Jednak rozkaz to rozkaz a on nie pozwalał sobie na niesubordynację. Wykończy krwiopijcę i wróci do brata.
- Przydzielony ci został pokój 13, musisz iść na 2 piętro. Dokładne szczegóły sprawy leżą na biurku. – Budynek nie był duży, więc miał nadzieję, że trafi bez większych problemów i bez spotykania kogokolwiek na swojej drodze.
- Dziękuje bardzo. Dowidzenia. – Wyszedł z pomieszczenia kierując się w stronę swojego pokoju. W obecnej chwili pragnął tylko iść spać, droga na miejsce była długa a podróże morskie też są bardzo męczące. Los jednak bywa bardzo przewrotny i drwi z ludzi w każdej chwili. W momencie, w którym wchodził do środka dobiegł do niego głos pełen entuzjazmu.
- Hej, to ty jesteś tym nowym? Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Siedzenie samemu tutaj jest niesamowicie nudne. Mam tylko nadzieje, że nie będziesz za bardzo się gniewał o to, że przeczytałem te papiery, co tu leżały. Jak już mówiłem, nudno tu, a ja jestem z natury bardzo ciekawski. Zakładam, że spotkałeś po drodze moją młodszą siostrę, bo niedawno wróciła. Tylko zapamiętaj sobie, by trzymać się od niej z daleka, bo wiesz, ja może nie wyglądam, ale bronić umiem jak lew. Tak w ogóle Lucas jestem i mam nadzieję, że zostaniemy przyjaciółmi. – Tak, zdecydowanie widać, że to rodzeństwo.
- Nazywam się Shizuo Heiwajima. Nie martw się, twojej siostry nie tknę i oddawaj mi te papiery!
- No już, już, ale w życiu nie ma nic za darmo. Oddam ci je jak się pięknie uśmiechniesz. – Wyśpiewał nadal siedząc z bezczelnym wyszczerzem.
- Nie wydurniaj się, nie będę się do cholery szczerzyć.
- Nie ładnie, może chodź ze mną do karczmy to się trochę rozluźnisz, dobrze ci to zrobi. Tutaj niedaleko jest taka jedna fajna. No mowie, spodoba ci się. – Wstał i przechodząc obok wręczył mu papiery.
- Wybacz, ale nie mam już siły na niczyje towarzystwo. Przeczytam to tylko i się kładę. – Modlił się, aby tylko już się go pozbyć i odpocząć.
- No jak chcesz, ale jak zmienisz zdanie to mieszkam w pokoju naprzeciwko. Na razie. – Pomachał mu tylko i wyszedł, a Shizuo padł na łóżko, patrząc na kartki takim wzrokiem, jakby, co najmniej zabiły mu matkę. Może jednak spacer nie jest złym pomysłem? Możliwe, że zrealizowałby by ten pomysł od razu, jednak łóżko emanowało niepowstrzymaną siłą grawitacji tak silną, że już po chwili cicho pochrapywał.
Obudził się, gdy księżyc za oknem połyskiwał już w najlepsze, ukazując się w pełnej krasie. Przewalał się z boku na bok, próbując znowu zaznać podróży do krainy snu. Samo się jednak nie przeczyta. Podszedł do biurka i podpalił knot stojącej nań świecy, by móc zgłębić się w lekturę. W miarę przedzierania się przez zapisane stronice, coraz więcej rzeczy wydawało mu się niejasnych. Ludzie, których tu spotkał wydawali się trochę przesadnie szczęśliwi, jak na takich, którzy niedawno stracili przez obiekt jego polowania członka zespołu. No cóż, to nie jego sprawa. Jest od zabijania, nie od myślenia. Koniec, tak upragniona ostatnia strona wreszcie mu się ukazała. W związku z tym, że już by nie zasnął, wybrał się na nocną przechadzkę. Zszedł do hallu, po drodze przeklinając w duchu wszystkie skrzypiące deski. Na dworze było chłodnawo i lekko siąpiło, mimo tego musiał przyznać, że to miejsce ma jednak swój urok. O tej porze wszyscy spali, więc przyjemna cisza otulała miasto. Rozkoszowanie się samotnością przerwał mu dźwięk upadku czegoś dobiegający spomiędzy drzew parku, który właśnie mijał. Skrzywił się, gdy wraz z podmuchem wiatru do jego nosa doleciał odór krwi. Popychany ciekawością zaczął zmierzać w kierunku, z którego pochodził zapach. Na miejscu zobaczył tylko świeże zwłoki i biegnący od nich krwawy szlak kończący się przy wierzbie. Za sobą usłyszał chichot, odrażający bardziej niż wszechobecny smród. Odwrócił się szybko, niezastając nic.
- Ciekawość to ponoć pierwszy stopień do piekła. – Oddech sprawcy całego zamieszania owionął jego kark, tym razem jednak wampir nie uciekł przed nim. Stał oblizując osocze spływające z jego palców. Ten głos, tak znany, pełen jadu i niezachwianej pewności siebie. Oczy szkarłatne tak, jakby płynęła w nich esencja odebranego życia wszystkich istnień, jakie zakończył.

- Izaya…

niedziela, 9 sierpnia 2015

Drabble " Radziecka inwersja " 2

Misie kolorowe, na razie z opowiadaniem z motywem mitologii nordyckiej nie wypaliło, bo wczoraj jak usiadłam i miałam zamiar zacząć pisać to wpadłam na zupełnie inny pomysł i jest właśnie w fazie tworzenia, tak, więc jutro, jako zadośćuczynienie dodam rozdział 1 opowiadania z wąpierzem i egzorcystą. Natomiast to wcześniej wspomniane pojawi się w niedalekiej przyszłości.



Siedział na huśtawce, co i raz odpychając się nogami od podłoża. Chciał się odstresować po wydarzeniach wczorajszego dnia, a co lepiej wpływa na humor, niż obserwowanie gromadki szkrabów na placu zabaw? Rodzice maluchów, co prawda nie podzielali jego entuzjazmu, uznając go za potencjalne zagrożenie, jednak się tym nie przejmował. Trochę dłużej przyglądał się chłopcu bawiącemu się w piaskownicy i przysiągłby, że gdzieś już go widział. Po chwili przy furtce od wejścia stanęła ludzkich rozmiarów Nokia 3310 i zawołała małego do siebie. W tamtym momencie Izaya zwątpił w życie.
W sowieckiej Rosji to nie Shizuo odbiera telefon, to telefon odbiera Shizuo.

sobota, 1 sierpnia 2015

Shizaya songfic " The pretender "

Misie kolorowe, klasycznie podziękuje za komentarze, naprawdę dają masę satysfakcji :D A teraz zapraszam do czytania





Keep you in the dark
You know they all pretend
Keep you in the dark
And so it all began


Trzymają cię w niewiedzy. Tak im się wydaje, w rzeczywistości wiesz, że oni wszyscy udają. Próbują zgrywać sprytnych i tajemniczych, nie dopuszczając do siebie możliwości twojej wygranej, a później spadają zbijani z szachownicy. Pozornie trzymają cię w niewiedzy, a ty pozwalasz im tak myśleć, aby na końcu ukazać jak bardzo się mylili. I tak to wszystko się zaczyna, twoja chora gra. Upadek przeciwników wzbudza w tobie ekstazę, uzależnia cię wygrana. Zapewniam cię jednak, że ze mną nie pójdzie ci tak łatwo.


Send in your skeletons
Sing as their bones go marching in…
Again
The need you burried deep
The secrets that you keep are
Ever ready
Are you ready?
I’m finished making sense
Done pleading ignorance
That whole defence


Wyślij swoje szkielety, pionki, wszystkich, których owinąłeś sobie wokół palców.  Śpiewaj wesoło, gdy ich kości maszerują, a później pękają. W końcu to nie ty odczuwasz ból moich ciosów. Znowu migasz się od bezpośredniego starcia, znikając mi sprzed oczu. Nie nudzi cię już ta rozgrywka? Prędzej czy później potrzeba, którą zakopałeś głęboko i tak się wygrzebie a ty będziesz cierpieć. Widzę zazdrość w twoich oczach, kiedy rozmawiam z Shinrą i Celty. Przyznaj się wreszcie, że nawet ktoś taki jak ty może być samotny. Sekrety, które skrywasz są balastem, którego niedługo nie będziesz w stanie podnieść. Zawsze gotowe plany na uprzykrzenie innym życia, czy to jest to co chcesz robić do śmierci? Czy jesteś gotów, aby wreszcie spojrzeć sobie w twarz i powiedzieć prawdę? Kończę z doszukiwaniem się sensu w twoich zachowaniach, go tam zwyczajnie nie ma. Kończę z tłumaczeniem się niewiedzą i całą tą obroną. Nie potrafię cie zrozumieć, ale ty mnie także, w pewnym sensie to sprawiedliwe.


Spinning infinity boy
The wheel is spinning me
It’s never ending, never ending
Same old story


Wirująca nieskończoność kłamstw cię wykończy chłopcze. Pogubiłeś się na polach między jawą a snem i nie wiesz już co jest czym. Koło twoich działań kręci mną, zaburzając harmonię i wprowadzając w zamęt. Jesteś niczym trucizna stale wtłaczana do mojego krwioobiegu, antidotum będzie twoja klęska. To jest niekończąca się spirala przegranych z samym sobą. Nie chcemy odpuścić i wiecznie wysyłamy pod swoimi adresami zarzuty i dowody niechęci. Niekończąca się ta sama śpiewka, nie chcesz zmienić jej melodii?


What if I say I’m not like the others?
What if I say I’m not another
One of your plays?
You’re the pretender
What if I say I will never surrender?


Co, jeśli powiem, że nie jestem taki jak inni? Twoje manipulacje okazują się nieskuteczne a mimo to nie rezygnujesz. Za punkt honoru postanowiłeś sobie pokazanie mi, jaką bestią jestem. Chęć rozszarpania cię na strzępy walczy z pragnieniem zakończenia tego wszystkiego. Co jeśli powiem, że nie jestem kolejną twoją zabawką? Nie dam sobą pokierować, będę walczyć aż udowodnię, że to ja mam rację. Jesteś oszustem, nikim więcej. Mamisz wszystkich wokół i siebie samego. Co, jeśli powiem, że nigdy się nie poddam? Zedrę z twojej głowy koronę i otworzę ci oczy.


In time or so I’m told
I’m just another soul for sale
Oh, well
The page is out of print
We are not permanent
We’re tomporary, temporary
Same old story


Z czasem, a przynajmniej tak mi powiedzieli, stanę się tylko kolejną duszą na sprzedaż. Póki co jednak nie zamierzam stać się zdobytą figurą. No cóż, kolejna strona została wydrukowana, ale w dziale nekrologów nadal nie ma twego imienia. Jakie wszystko byłoby łatwiejsze, gdybyś zechciał tak po prostu umrzeć. Nie jesteśmy wieczni, runda musi kiedyś dobiec końca. Jesteśmy tymczasowi, więc pozwólmy sobie żyć. Tymczasowi, więc podaj mi dłoń i przestań być tak upartym dupkiem. Ta sama śpiewka. Najwyższy czas wymienić płytę.


Im the voice inside your head
You refuse to hear
I’m the face what you have to face
Mirrored in your stare
I’m what’s left, I’m what’s right
I’m the enemy
I’m the hand that will take your down
Bring you to your knees


Jestem głosem w twojej głowie, którego słuchania odmawiasz. Jeśli nie masz sumienia, to pozwól mi się nim stać. Jestem twarzą, którą będziesz widział odradzając się na nowo. Wewnątrz ciebie jest bestia, z którą musisz się zmierzyć. Widzę ją odbitą w twoim spojrzeniu. Jestem tym, co zostało z dawnego mnie. Jestem tym, co słuszne. Jestem twoim przeciwnikiem, białym królem. Jestem ręką, która ściągnie cię w dół  i sprowadzi na kolana. Porzuć dumę i pozwól wypełnić pustkę w swoim wnętrzu.


So, who are you?
Yeah, who are you?

Keep you in the dark
You know they all prebend

So, who are you?
Yaeh, who are you?


Więc, kim jesteś? Możesz teraz pokazać siebie. Tak, kim jesteś? Rozbij maski i spal scenariusz. Trzymają cię w niewiedzy, nie interesujesz ich. Ty wiesz, że oni wszyscy udają, ale sam nie jesteś lepszy. Więc, kim jesteś? Tak, kim jesteś? Daje ci wybór. Od ciebie zależy, jakie nuty zapiszesz na pięciolinii życia.