czwartek, 29 października 2015

Drabble Badou x Heine " Zawsze warto mieć nadzieję "

Łapcie drabbla, bo nie wiem jak będzie z sobotnią niespodzianką. Jutrzejszy dzień wypada mi z życia na rzecz grupowego trzaskania zadanek z fizyki, a mimo, że zazwyczaj pracuje tylko w środy i czasem w czwartki, to część tej soboty też spłynie mi na pracy, dodatkowo jest jeszcze akcja harcerska, w której biorę udział. Będę niczym wiking- wyśpię się po śmierci.
PS. Jak wyjdę z trybu żywego trupa, to znowu zacznę komentować.
PPS. Klaudia pozdrawiam cię xd Czasami zastanawiam się skąd moi znajomi biorą te teksty.


Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, kiedy emanujący niezadowoleniem Heine wparował do środka pomieszczenia.
- Z jakiej racji mam ratować twój cholerny tyłek za każdym razem, kiedy narobisz jakiegoś syfu?  – Burczał pod nosem i podszedł do czajnika, by wstawić sobie wody na herbatę.
- Bo jesteśmy zespołem i nie mógłbyś beze mnie żyć. – Badou siedział na kanapie uśmiechając się niczym niewiniątko i popalając papierosa. Pomimo nieciekawej sytuacji sprzed chwili miał całkiem dobry humor.
- Daj mi bucha, chce się trochę uspokoić. – Heine stanął nad nim, wyciągając rękę po papierosa.
- Kto chce bucha, ten się rucha. – Odpowiedział bezczelnie ze skrywaną nadzieją.

piątek, 23 października 2015

Drabble " Skutki samotnych powrotów do domu "

Znowu inspirowane kwestią kolegi, tego samego, co przy " sekrecie zaginionego ognia ", chyba od dzisiaj będzie moją muzą.


Na dworze było już ciemno, gdy Shizuo wreszcie skończył pracę i mógł iść do domu. Przemierzając ulice Ikebukuro nie opuszczało go wrażenie bycia obserwowanym. Raz nawet wydawało mu się, że kątem oka przyuważył jakąś postać. Niestety za każdym razem, gdy się obracał, zastawał tylko całkowicie wyludnione ulice. Będąc już niedaleko domu zauważył podejrzany błysk w zaułku. Do jego nosa doleciał charakterystyczny zapach i w tym momencie Izaya postanowił wreszcie się pokazać. Zazwyczaj rzuciłby czymś w niego, jednak coś w jego wyglądzie było z deka przerażające.
- Shizuś, chcesz zagrać ze mną w gwałt?
- Nie.
- I o to chodzi.

wtorek, 20 października 2015

Shizaya wiersz " Labirynt bestii "

Doświadczenie me z pisaniem wierszy jest zerowe, więc z chęcią wezmę na klatę wszelaką krytykę dotyczącą tego tworu. Miał być rozdział 3, ale stwierdziłam, że będzie z perspektywy Izayi i teraz się głowię jak go przestawić, bo do głowy wpadła mi koncepcja wampira-nihilisty, ale jakoś w tym tygodniu rozdział wrzucę, to na bank.
Mitologię grecką większość zna, więc chyba nie będzie problemów ze zrozumieniem przekazu.

...


Wkroczyłem w twe włości, bez szans ocalenia
Bez lichej Ariadny nici przy boku
Przyszło mi tułać się w sennej wędrówce
Jak cień znikając przed twymi oczyma

Wyciągam swe dłonie, po omacku błądząc
Szukając zbawienia lichego płomienia
I nie natrafiwszy na przeklęte wyjście
Ponownie zawracam, otulając się w szepty

Szemrają po cichu ściany z kamienia
Przepowiadając mi niechybną zgubę
Tłamsząc wszelakie buntu oznaki
Jak i nadzieję, która wciąż czeka

Bestio ma droga, kacie okrutny
Wyrwij z płuc moich ostatnie tchnienie
I pomóż ulecieć na nieboskłony
Z dala od bólu okrutnej istoty

Pozwól swym dłoniom samoistnie błądzić
Oddając mnie we władanie mroku
I tylko zamknij powieki zsiniałe
Gdy zstąpi ma dusza w czeluści Tartaru

wtorek, 13 października 2015

Songfic " La Maritza "

Można ten songfic potraktować, jako uzupełnienie do " Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę ". Jest to częściowo powiązane z rozdziałem 2. Nigdy nie myślałam, że językiem, jaki zaraz po polskim i angielskim pojawi się w songficach będzie francuski, bardziej planowałam iść w czeski, jednak to była miłość od pierwszego usłyszenia.


Therion - La Maritza


La Maritza c´est ma rivière
Comme la Seine est la tienne
Mais il n´y a que mon père
Maintenant qui s´en souvienne
Quelquefois


Podąża swoją pozornie trwałą ścieżką, która powoli zmienia bieg w tajemnicy przed nami. Maritza to moja rzeka. Towarzyszka, która dotrzymuje mi samotności od wyjazdu. Bogini bezinteresownie zabierające mnie w swe kojące ramiona. Jest moją, tak jak Sekwana jest twoją. Wieczorami szepce mi stare bajdy, których ponoć kiedyś sama była świadkiem, a potem nuci kołysanki. Każde źdźbło trawy ma w sobie zapisaną przedwieczną historię. Ale nie ma wśród ludzi nikogo prócz mego ojca, kto jeszcze pamięta którąś z nich. Nikt nie wie, że kiedyś


De mes dix premières années
Il ne me reste plus rien
Pas la plus pauvre poupée
Plus rien qu´un petit refrain
D´autrefois :
La la la la...


Z mojego dzieciństwa nie zostało już nic. Pieśni odbijają się echem w mojej głowie, ale nie znajdują miejsca, w którym mogłyby się zatrzymać. Kołysanki zdają się niewyraźnym wspomnieniem, senną marą, której nie sposób pamiętać, gdy z nagła wyrwani zostajemy ze słodkiego letargu. Nawet najlichsza lalka nie czeka w kącie, aby móc mi przywrócić utracone melodie. Nie mam już nic. Nic prócz krótkiego refrenu z przeszłości…

Tous les oiseaux de ma rivière
Nous chantaient la liberté
Moi je ne comprenais guère
Mais mon père, lui, savait
Ecouter


Wszystkie ptaki znad mojej rzeki śpiewały nam o wolności. Ja ani trochę nie rozumiałem, czym tak naprawdę była. Uciekaliśmy ostatecznie zatrzymując się w Bułgarii, to właśnie tu dowiedziałem się tak wielu rzeczy, które w późniejszych okresach pomagały mi przeżyć. To tutaj też pierwszy raz doświadczyłem uczucia, jakim była nienawiść, mająca mi już towarzyszyć aż do końca. Mimo tego, to było moje miejsce, chciałem tam zostać, ale mój ojciec wiedział, że nie możemy. Słuchaj wiatru, a on może opowie ci moją historię…


Quand l´horizon s´est fait trop noir
Tous les oiseaux sont partis
Sur les chemins de l´espoir
Et nous on les a suivis,
A Paris


Gdu horyzont stawał się zbyt mroczny wszystkie ptaki odleciały. Świat się zmieniał i zamilkł. Wielokrotnie podejmowałem się prób usłyszenia choćby szeptu, ale nigdy mi się nie udało. Tak jak i tego delikatnego, przenikającego cię do głębi spokoju . Został tylko brutalny hałas. One leciały ścieżką nadziei.  Były dla nas drogowskazem, prowadzącym do lepszego życia. I podążyliśmy za nimi do Paryża.


De mes dix premières années
Il ne reste plus rien... rien


Z mojego dzieciństwa nie zostało już nic. Absolutnie nic.
Wybił czas, w którym nie mam już nikogo, kogo mógłbym poprosić o opowieść.


Et pourtant les yeux fermés
Moi j´entends mon père chanter


A jednak zamykając oczy, podczas, gdy me ciało jest rozrywane. Ten jeden, ostatni raz,
słyszę, jak mój ojciec śpiewa.
Ten refren...

La la la la